niedziela, 22 czerwca 2014

I'M BACK!

♫Hate Story 2 - Pink Lips♫

Hello, dear ones! Many of you have surely already forgotten about me. My long absence was mainly caused by our removal and renovation, and later I couldn't gather myself together to do anything, in other words: I became lazy. Honestly speaking there were also many doubts on my mind: should I come back at all, do I still want to continue it, have I anything to offer in this matter to others? I have eventually decided to try anew and if I have ever felt it's not fun anymore, I'll quit blogging for good. I'd rather make my final decision on my own and not because of haters.

Neons, according to their absence in the stores, seem to be passé this season, but I can hardly deny myself a juicy splash of strong colours from time to time! The dress I wear on the photos stole my heart few months ago. It's design reminds me of soutash jewelry and so are the earrings I chose this time. There are not too many bags or clutches in my possesion, but the mint shade of this one in my opinion soothes a bit the sharpness of the dress. The most peaceful detail of today's outfit are without any doubt pearl court shoes by Melissa, however even they got their own "X factor" - red mirrored lips. Yes, yes, always return with a boom. :)))
I wore the following outfit during the party, only the fascinator I added later. You have to forgive us: I forgot how to pose and my husband is cutting something off from time to time. I am sure we'll be back in old shape soon.
Did you miss me a bit? I have missed you!
FaSH


Witajcie, kochani. Wielu z Was zapewne już o mnie zapomniało. Moja długa nieobecność spowodowana była głównie przeprowadzką i remontem, a potem coraz trudniej było mi się zebrać do czegokolwiek, słowem: rozleniwiłam się. Nie ukrywam, że towarzyszyły mi również wątpliwości, czy w ogóle wracać, czy jest to coś, na co wciąż mam ochotę, czy w ogóle się do tego nadaję. W końcu jednak doszłam do wniosku, że spróbuję od nowa, a jeśli pewnego dnia poczuję, że nie sprawia mi już to frajdy, zrezygnuję na dobre. Wolę po prostu, żeby mojej decyzji o porzuceniu bloga nie dyktowała infantylna obawa przed hejtem.
Neony, sądząc po ich brakach w sieciówkach, wychodzą już z mody, jednak mnie trudno sobie czasem odmówić soczystej dawki oczobitnych barw. Poniższa sukienka skradła moje serce kilka miesięcy temu. Jej wzór kojarzy mi się bardzo z biżuterią sutasz, w związku z czym kolczyki dobrałam właśnie w tym stylu (wspaniała robota Sutasz Little Lamb). Nie posiadam zbyt wielu torebek, ale wydawało mi się, że odrobina mięty załagodzi trochę ostre kolory sukienki. Najspokojniejszym akcentem są tu bez wątpienia perłowe melisski, acz i im nie brak czynnika X - czerwonych ust z lustrzanym połyskiem. Tak, tak, jak wracać, to z przytupem. :)))
Dzisiejszy zestaw miałam na sobie podczas przyjęcia na świeżym powietrzu, jedynie fascynator - pod wpływem impulsu - dodałam później. Musicie wybaczyć mnie, że po dłuższej przerwie odzwyczaiłam się od pozowania na zawołanie, a także mojemu mężowi, że czasem "utnie" to i owo na zdjęciu. Za jakiś czas na pewno wrócimy do formy.
Tęskniliście choć troszkę? Ja za Wami tak!
FaSH




sobota, 12 października 2013

BLAME IT ON INDIAN CINEMA


Tym razem na nowy wpis przyszło mi czekać dłużej niż zwykle. Miało to związek z chwilowym zwątpieniem w sens tego całego blogowania i poczuciem, jakby zapchlony kot nakakał do mojej prywatnej piaskownicy, ale przetrawiłam gorzkie słowa, rozpogodziłam się i postanowiłam po prostu dalej robić swoje.

Mogę być klownem, przebierańcem, przypałem, siarą i „szatniarką”, co mi tam! Zawsze lepszy klown niż manekin z sieciówki. Postanowiłam jednak zadać kłam powracającej uparcie kwestii, jakobym kopiowała inną, a bardzo sławną, kolorową blogerkę, która – nie ukrywam – natchnęła mnie do założenia bloga i której szafa (zwłaszcza wydział obuwniczy) stała się głównym powodem regularnych czystek na moim koncie. Mimo iż blog założyłam zaledwie pół roku temu, a całe zjawisko blogosfery znam raptem 3 miesiące dłużej, moje ciągoty w stronę niekonwencjonalnych mieszanek kolorystycznych mają znacznie dłuższą historię.


Osiem lat temu (Pfff! Ale byłam wtedy młodziutka!) zaczęła się moja wielka miłość do kina indyjskiego, które większość kojarzy zapewne z wysypu darmowych romansideł w prasie kobiecej. Kino indyjskie to wbrew pozorom nie tylko bollywood (każdy region ma swoją własną kinematografię) i nie w każdym filmie chodzi o parę kochanków, którym rodzice nie pozwalają się pobrać; znajdziemy tam dobre filmy polityczne, poruszające kwestie społeczne, kino niezależne, dramaty, thrillery, fantasy i s-f. W czasach, gdy byłam jeszcze laikiem, który obejrzał ledwie kilka filmów na krzyż, jedna rzecz wywarła na mnie ogromny wpływ: niesamowite, kapiące złotem i kolorami stroje kobiece pięknych Hindusek. Zdumiewało mnie, że zarówno one, jak i ich mężczyźni tak odważnie zestawiają pozornie niepasujące do siebie barwy czy nadruki, i mimo dużej liczby detali i błyskotek, całych kilogramów biżuterii, wyglądają jak ze snu. Ja też tak chciałam. Oczywiście, głównym marzeniem stało się posiadanie własnego sari, a przez moją łepetynę przeszedł nawet szalony pomysł, żeby wstawić sobie „brylancik” do nosa, heh – na szczęście na chęciach się skończyło. 


Na emigracji zaprzyjaźniłam się z kilkoma Hinduskami i dołączyłam do zespołu tańca indyjskiego, dzięki czemu nie zabrakło mi okazji do noszenia pięknych strojów (wierzcie mi, że nie można czuć się bardziej kobieco, niż nosząc sari, lehengę czy anarkali), z kolei na co dzień próbowałam uzyskać podobny efekt, nie na wszystkie kombinacje jednak starczyło mi odwagi. Wiele rzeczy kupowałam wyłącznie „do lustra”. Dopiero przypadkowe odkrycie w sieci pierwszego bloga, Macademian Girl, przeniosło moją pasję na zupełnie nowy poziom. Okazało się bowiem, że to, co dla jednych jest siarą, innym się podoba, i że są ludzie, dla których ubieranie się według własnych reguł wcale nie oznacza blamażu. Przestałam więc cenzurować samą siebie tak bardzo, jak dawniej, przed wyjściem z domu, i ku memu zdumieniu okazało się, że pomidory nie lecą, ludzie nie gwiżdżą, a świat jak stał, tak stoi, tylko jakby piękniejszy. Własny blog był dobrym pretekstem do dalszych eksperymentów, i jako taki świetnie się sprawdził, bo jego prowadzenie działa mobilizująco. Wyniki tych eksperymentów są bardzo różne, znajdzie się pewnie również kilka wtop, tak długo jednak, jak nie kreuję się ani na wyrocznię modową, ani na stylistkę, nie radzę nikomu, jak ma się ubierać, a wyłącznie siedzę w mojej własnej piaskownicy, nie będę się wstydzić niewypałów. Stanowczo odcinam się natomiast od gimbusiarskich docinków w stylu „MG wannabe”, bo oryginał jest tylko jeden i w dodatku nie do podrobienia. To tak, jak by powiedzieć, że historia Polski zaczyna się od chrztu w 966, a wcześniej było pole buraków. Zabawne, że ludziom, którzy w ogóle nie znają mnie – i nie tylko mnie - osobiście, wydaje się, że wszystko o mnie wiedzą, np. kim chcę być. Odpowiedź jest banalna: chcę być sobą.


Żeby nie było tu zbyt goło od samego tekstu, wstawiam kilka zdjęć z ostatnich kilku lat.

2009

Jak widać, nie tylko ja w domu lubię błyszczeć. :)
 2011

Za ciemne włosy, za ciemne brwi, ale klown się zgadza.
 2012

Pierwsze wymarzone sari.
Najpiękniejsza lehenga ever! I cała moja!


Zdjęcie prasowe w występu na Diwali 2012 w Amstelveen.

© Copyright by Anna van Steenbergen 2013

Nie wyrażam zgody na kopiowanie, przetwarzanie oraz rozpowszechnianie mojego wizerunku, zdjęć, całości tekstu ani jego fragmentów, chyba że po uprzedniej konsultacji. Wszelkie próby naruszenia praw autorskich będą zgłaszane.

niedziela, 29 września 2013

AUTUMN APPROACH

♫Nightwish - While your lips are still red♫


Evenings and morning are constantly getting colder which means that autumn made itself comfortable in the rainy Netherlands. Happily there are still days like today, when the sun shows up and we can charge our batteries before another strike of bad weather. We went to our favourite park to let Lara run freely and to have fun with the yellowed leaves lying all around, while we were making the photos.

My today’s outfit is a tribute to jacquard, one of my, as you might perhaps remember, favourite fabrics ever, and kind of welcome to the autumn by mixing the gold, ginger and dark turquoise with the berry colours of the summer that already passed. Warm beret is a souvenir from Hay-On-Wye, bought along with the heap of books, and it goes so well with beautiful Oh!Eve necklace.

What do you think of my autumn jacquard mash-up?

Wieczory i poranki zimne już, a zatem jesień ostatecznie zadomowiła się w deszczowych Niderlandach. Na szczęście wciąż zdarzają się takie dni, jak dzisiaj, kiedy na przekór niskim temperaturom wychodzi słońce, i można choć przez chwilę naładować baterie przed kolejnym zmasowanym atakiem niepogody. Wybraliśmy się do ulubionego parku, żeby Lara mogła swobodnie pobiegać i doświadczyć frajdy, jaką daje maluchom dywan pożółkłych liści na ziemi, a my w tym czasie robiliśmy zdjęcia.

Dzisiejszy strój to ukłon w stronę żakardu, o którym zapewne już wiecie, że należy do moich ulubionych materiałów, oraz swoiste powitanie jesieni, gdyż złoto, rudości i ciemny turkus stanowią kontrast dla lekko cukierkowych barw kojarzonych z latem, które definitywnie przeminęło. Ciepły beret to suwenir, który kupiłam (obok stosu książek) w stolicy antykwariatów – Hay-On-Wye, podczas wakacji w Walii, i akurat pięknie skomponował się on z płaszczem i cudownym naszyjnikiem od Oh!Eve.

Jak Wam się podoba mój jesienny, żakardowy mash-up?




piątek, 20 września 2013

INTERNET'S BEST PART 2

♫Michael Buble - Haven't met you yet♫


Nadszedł już czas na kolejne podsumowanie moich do cna subiektywnych, ciekawych odkryć modowych z wirtualnego świata. Odkąd zajęłam się blogowaniem, zaczęło do mnie docierać, jak mnóstwo wspaniałych rzeczy kryje w sobie internet, a przede wszystkim – jak nieskończenie wiele talentów wciąż czeka, aby wpaść na ich trop. Dziś z dumą prezentuję takie właśnie talenty z naszego rodzimego podwórka; trzy (szeroko rozumiane) artystyczne osobowości i trzy niezwykłe kobiety. Jednym słowem: Wielka Trójka! Nie od dziś wiadomo, że polski świat „fashion” głównie kobietami stoi!

It’s about time to present you another summary of my recent and highly subjective fashion discoveries in cyberspace. Ever since I have started blogging, I began to realize how many wonderful things are hidden on the Internet and, above all, how many great talents are still waiting to be discovered. Today I proudly present to you three of them; three Polish artistic (in the broader sense) individualities, three extraordinary women. Namely: the Big Three! No wonder the Polish world of fashion is ruled by women!

niedziela, 15 września 2013

BEAD IT!

♫Nightwish - Turn loose the mermaids♫

The weather is visibly worsening every day, but I try to beat my autumn blues with colourful clothes and to drown the howling of the sea out with the bling of jewelry. Today we were extremely lucky, because the sun, hidden behind the clouds, came out for a while, but the greatest surprise was the open exhibition in the historical manor house we used to visit to make some photos. The biggest joy was however of my daughter who could run freely through the antique interiors and try out the mysterious mechanism standing outside – cycle-fan! There were more curiosities from the past, too, for example the pregnancy calendar for stud animals! The routine photo shoot turned suddenly into family trip, so I coud not resist, but to upload some non-fashionable photos for you as well. I am constantly amazed how little it takes to please a child.

Today’s outfit is the result of mixing the clothes for another post, which, due to horrible weather here, I had to postpone. Cropped jacquard top with the bow is the basis and I added metallic skirt to it.  I have covered myself up with quilted, beaded jacket which makes me sometimes feel like I am a teenager again. Golden-beige tote bag adds a bit of elegance and adorable beaded jewel set by AnikArt liven the entirety up with strong colours! A classy “pumpkin” heels are the most common shoes I own, but here they seemed to me to fit the rest. With this optimistic outfit I am ready to face the Dutch autumn… At least for now.

Aura za oknem pogarsza się z dnia na dzień, lecz jesienną chandrę zwalczam jak mogę kolorowymi ubraniami, a wycie wiatru znad Morza Północnego zagłuszam metalicznym grzechotem biżuterii. Dziś mieliśmy wyjątkowe szczęście, gdyż słońce chwilowo przebiło się przez zasłonę chmur, ale największa niespodzianka czekała na miejscu, okazało się bowiem, że zabytkowy dworek, koło którego zwykle robimy zdjęcia, dziś był otwarty do zwiedzania. Największą frajdę miała moja mała Lara, która nie tylko mogła bezkarnie pobiegać po zabytkowych wnętrzach, ale również wypróbować tajemniczy mechanizm zaparkowany na zewnątrz: rowero-wiatrak! Ekspozycja kryła więcej tajemniczych urządzeń z przeszłości, np. kalendarz do obliczania faz ciążowych u zwierząt hodowlanych! Rutynowa sesja przemieniła się więc w rodzinną wycieczkę, i nie mogłam się oprzeć, aby pokazać Wam kilka zdjęć niezwiązanych z modą. Wciąż zadziwia mnie, jak niewiele potrzeba dzieciom do szczęścia.

Dzisiejszy strój powstał przypadkiem podczas miksowania ubrań do bardziej letniej stylizacji, którą, przestraszona zimnem, wciąż odwlekam w czasie. Podstawą jest żakardowy top z kokardą, do którego dobrałam znaną już Wam metaliczną spódniczkę. Za okrycie posłużyła mi pikowana, wyszywana koralikami kurteczka, której młodzieżowy krój sprawia, że chwilami czuję się znów jak nastolatka. Beżowo-złota torba dodaje troszkę powagi i elegancji, a cudny komplet biżuterii od AnikArt ożywia pastelową całość dawką kilku mocniejszych barw. Klasyczne szpilki koloru dyni to chyba najzwyklejsze buty w całym moim zbiorze, ale tutaj wydały mi się odpowiednie. W tak optymistycznym stroju niestraszna mi holenderska jesień… Na razie.



 

niedziela, 8 września 2013

FASHION SHOWER + ME ON BLOGGERS TV

♫Anna dello Russo - Fashion shower song♫

There is no such word as „passé” in my dictionary. Seriously, why should we follow trends blind-folded and buy things we don’t intend to keep when the fashion changes? To be honest I have also made few thoughtless purchases myself and they still make me wondering why have I bought them at all, but the pair of golden Anna dello Russo’s booties is not one of them! I supply myself mainly on the outlets and these booties came to me when they were already considered passé by many but that was not the reason why they had to wait few months in the wardrobe to get their chance. The reason is different: they are so characteristic and so AdR style, that it’s quite difficult to build an outfit which is both original and not exaggerated. That’s why, after a long consideration, I decided to wear them the way Anna would do it herself (if she was limited by my modest wardrobe of course), namely – to play with the colours and the kitsch. What do you think of my own “fashion shower”?
 

W moim słowniku nie ma słowa „niemodne”. Po co podążać ślepo za trendami i kupować rzeczy, aby następnie odrzucić je w niesmakiem w kąt, gdy moda się zmieni? Oczywiście, ja też mam na swoim koncie kilka nierozważnych zakupów, co do których do dziś zastanawiam się, co za licho mnie podkusiło, skoro dana rzecz zupełnie do mnie nie pasuje, ale para złotych botków Anny dello Russo dla H&M nie należy do tej kategorii. Zaopatruję się głównie na wyprzedażach, więc botki te nabyłam w czasie, gdy dla wielu były już one niemodne, ale nie dlatego przeleżały kilka miesięcy w szafie. Powód był zgoła inny: są one tak charakterystyczne i tak bardzo w stylu ich autorki, że trudno zbudować na nich outfit, który byłby jednocześnie oryginalny i nieprzesadzony. Dlatego teraz, po długim namyśle, zadecydowałam nosić je tak, jak pewnie nosiłaby je sama Anna - oczywiście gdyby ograniczała ją moja skromna garderoba - tzn iść na całość, zagrać barwą i kiczem. Jak oceniacie mój własny „fashion shower”?




niedziela, 1 września 2013

PEEP MY CLOSET #1

♫Halinka Mlynkova - Kobieta z moich snów♫
 
Today is Sunday, so theoretically it’s about time to present some new outfit, but unfortunately, due to a bad incident, I had to stay in bed the whole weekend. However I decided not to leave you guys empty-handed and to console you by showing you my new purchases. Those are things collected through the last few months, but because I haven’t used them on blog yet, they still can be called new. Ready?

Dziś niedziela, więc teoretycznie czas na nową stylizację, ale ponieważ na skutek niefortunnego incydentu przeleżałam w łóżku cały weekend, postanowiłam nie zostawiać Was z niczym i na osłodę wpuścić do swojej szafy, a dokładnie rzecz ujmując - pokazać Wam kilka najświeższych nabytków. Zbiór ten pochodzi z kilku ostatnich miesięcy, ale jako że rzeczy tych nie wykorzystałam jeszcze na blogu, spełniają wszystkie wymogi nowości. Gotowi?